Kobiety! Ach, jakże kładą się cieniem na tej opowieści.

   Kiedy zaczynałem spisywać historię Artura, myślałem, że będzie to opowieść o mężczyznach – kronika mieczy i włóczni, zwycięskich bitew i wyznaczanych granic, zerwanych przymierzy i upadłych królów… Bo czyż nie tak tworzy się historię? Kiedy wspominamy pochodzenie naszych władców, nie wymieniamy imion ich matek i babek. Mówimy: „Mordred, syn Mordreda, syna Uthera, syna Kustennina, syna Kynnara” i tak dalej, aż do wielkiego Beli Mawra, który jest ojcem nas wszystkich. Historia jest opowieścią snutą przez mężczyzn i przez nich tworzoną, jednak w opowieści o Arturze kobiety lśnią niczym łuska łososia w mętnych, ciemnych wodach.
   Mężczyźni tworzą historię i nie da się zaprzeczyć, że to oni przywiedli Brytanię do zguby. Były nas setki – odzianych w skórę i żelazo, uzbrojonych w tarcze, miecze i włócznie. Myśleliśmy, że panujemy nad Brytanią, byliśmy bowiem wojownikami, ale wystarczyli jeden mąż i jedna niewiasta, by rzucić ją na kolana, a z tych dwojga to kobieta wyrządziła więcej szkód. Jedną klątwą zgładziła całą armię. Teraz to jej opowieść, gdyż była wrogiem Artura.
   „O kim mowa?” – zapyta Igraine, kiedy to przeczyta.

   Igraine to moja królowa. Jest brzemienna, co wielce nas wszystkich raduje. Jej mąż, król Brochvael, władca Powys, udzielił mi schronienia w małym klasztorze w Dinnewrac, gdzie spisuję dzieje Artura. Piszę z rozkazu królowej Igraine, zbyt młodej, by znać imperatora. Oto jak nazywaliśmy Artura – imperator albo amherawdr w mowie Brytów, choć on sam rzadko się tak tytułował. Piszę w języku Saksonów, gdyż sam jestem Saksonem i dlatego że biskup Sansum, święty, który rządzi naszą małą społecznością tu, w Dinnewrac, nigdy nie wyraziłby zgody, bym spisał historię Artura.

Bernard Cornwell, Excalibur

Otwarte, 2018, 592 strony, ISBN 9788375154894