Tak to się zaczyna.
   Budzi cię światło słoneczne szepczące wśród drzew tuż za oknem. Jest blade, słabe i szare na brzegach. Świt nadal zrzuca skórę nocy. Jest jednak wystarczająco jasno, żebyś obróciła się na bok twarzą do ściany przy dźwiękach skrzypiącego materaca. Gdy to robisz, czujesz się zdezorientowana i przez moment nie wiesz, gdzie jesteś. Czasami tak się dzieje, kiedy człowiek budzi się z głębokiego, pozbawionego marzeń snu. Chwilowa amnezja. Widzisz słoje na ścianie z sosnowego drewna, czujesz we włosach zapach dymu z ogniska i wiesz
już, gdzie jesteś.
   Camp Nightingale.
   Zamykasz oczy i próbujesz znów zasnąć, usilnie ignorując dobiegające z zewnątrz odgłosy przyrody. To irytujące, zakłócające spokój dźwięki – istoty nocy ścierające się z istotami światła. Wychwytujesz bzyczenie owadów, świergot ptaków, upiorny krzyk nura niosący się nad jeziorem.
   Zgiełk na zewnątrz na chwilę maskuje ciszę w środku. Nagle stukanie dzięcioła ustaje i uświadamiasz sobie, jak bardzo jest cicho, a jedyne, co słyszysz, to twój własny, miarowy, ciężki od snu oddech.
   Otwierasz oczy i nasłuchujesz innych – jakichkolwiek – odgłosów wewnątrz chatki.
   Nic.
   Dzięcioł podejmuje przerwaną pracę, a ty odwracasz się od ściany, by objąć wzrokiem całe pomieszczenie. Jest nieduże. Wystarczające, by zmieściły się w nim dwa łóżka piętrowe, stolik z lampką i stojące obok drzwi cztery kufry z drewna orzesznika. I na tyle małe, żebyś wiedziała, kiedy nikogo w nim nie ma.
   Spoglądasz na łóżko piętrowe naprzeciwko. Na górze jest starannie zasłane z kołdrą rozciągniętą na całej długości. Na dole wręcz przeciwnie – pod zmiętymi kocami leży coś grudowatego.
   W półmroku zerkasz na zegarek. Jest dwie minuty po piątej. Do pobudki została jeszcze prawie godzina. Na myśl o tym czujesz panikę, która wpełza ci pod skórę, swędząca i irytująca.

Riley Sager, Moje ostatnie kłamstwo

Otwarte, 2020, 432 strony, ISBN 9788375155464